Jotka to ćwiczenie, które bezwzględnie powinni umieć wykonać - i to z zawiązanymi oczami - kierowcy policyjni, wojskowi, służb specjalnych itp. To technika ewakuacji tyłem z miejsca zagrożenia (samochód z silnikiem z przodu).
Wyobraźmy sobie sytuację, gdy policjant dojeżdża do miejsca, gdzie grozi mu śmiertelne niebezpieczeństwo ze strony bandytów. Jest ich kilku, mają broń. Co może zrobić stróż prawa, jeśli na interwencję nie ma szans? Wsteczny bieg i gaz do dechy. Najlepiej z głową schowaną poniżej linii szyby (blok silnika na pewno ochroni przed kulą). Na dłuższą metę tak jechać jednak nie da rady. Wprawny kierowca musi więc błyskawicznie obrócić auto, bez żmudnego manewrowania. Jak to zrobić?
Po przejechaniu ok. 100 metrów tyłem obracamy szybko kierownicę w prawo bądź w lewo, błyskawicznie wciskamy sprzęgło i zmieniamy bieg ze wstecznego na drugi. Sprzęgło puszczamy dopiero wtedy, gdy auto jest już obrócone w drugą stronę. Odjeżdżamy.
Każdym samochodem można zrobić jotkę na śniegu, ale już na suchym asfalcie uda się to tylko niewysokim pojazdom o twardym zawieszeniu. Ćwiczenie nie jest takie trudne, ale pamiętajmy, że trzeba jechać do tyłu minimum 40 km/h, bo inaczej zostaniemy na środku w poprzek jezdni.
Oprócz prędkości ważna też jest strona, w którą się obracamy. Jeżeli po prawej i lewej stronie drogi jest pole lub łąka, to nie ma znaczenia, w którym kierunku będziemy się obracać. Często jednak jest tak, że jedna strona drogi jest bezpieczna, a druga nie - np. rów, drzewa, słupki bądź inne przeszkody. W takiej sytuacji obracajmy samochód zawsze w stronę niebezpieczną. Jeżeli jotka nam nie wyjdzie i opuścimy drogę, to samochód zatrzyma się nam po przeciwnej, bezpiecznej stronie drogi. Robiąc to ćwiczenie, można się poczuć jak kaskader w filmie kryminalnym.
Drifting po okręgu
Doskonale wiemy, w jaki sposób żużlowcy pokonują szutrowy łuk stadionu. Jadą w lewo, choć kierownicę cały czas trzymają skręconą w prawo. Podobnie możemy poprowadzić samochód - i to nie tylko w pojedynczych zakrętach, ale w kółko. Niestety, dotyczy to wyłącznie pojazdów z tylnym napędem, ewentualnie 4WD. Udane ćwiczenie powinno wyglądać tak, że jedziemy po okręgu o średnicy, powiedzmy 20 m, w lewo, mając cały czas koła bardziej lub mniej skręcone w prawo. Jeżeli przejedziemy tak co najmniej dwa okrążenia, to znaczy, że możemy jeździć pewnie po śniegu z tylnym napędem z wyłączonym ESP lub DSC. Ćwiczenie jest trudne, ale do wykonania.
Próbujmy na śniegu albo szutrze:
- Pierwsze okrążenie jedziemy „na okrągło".
- Zaczynamy wprowadzać samochód w poślizgi poprzez nagłe dodanie gazu, z natychmiastową kontrą kierownicą. W poślizg nadsterowny możemy samochód wprowadzić różnymi metodami, ale w tym ćwiczeniu nagłe dodanie gazu jest najlepsze.
- Po chwili tak zacznijmy pulsować pedałem gazu (cały czas w kontrze), żeby utrzymywać jednostajny, dosyć wysoki moment obrotowy. Bez pulsowania na pewno się obrócimy. Wychylenie tyłu trzeba cały czas na bieżąco korygować kontrami kierownicą. Na początku będzie nas albo obracało (za dużo gazu), albo będziemy musieli od czasu do czasu skręcić kierownicą w kierunku zakrętu, co też jest błędem wynikającym ze zbyt głębokiej kontry. Jeżeli przejedziemy kilkadziesiąt sekund po okręgu w lewo, mając koła stale skręcone w prawo, możemy mieć powody do satysfakcji.
Trudność wykonania ćwiczenia zależy min. od wyważenia samochodu. Jednym autem robi sieje łatwiej, innym trudniej. Naszym sprzymierzeńcem będzie wysoki stosunek mocy auta do jego masy.
Piotr Wróblewski