Dodano: 12-05-2009, 23:30
|
|
Jednak im bliżej startu rajdu tym jezdnie stawały się coraz suchsze, a słońce niemrawo wychodziło zza chmur. Trasy oesów prawie do końca trzymano w tajemnicy. Wiadomo było tylko tyle, że będą nawiązywać do Rajdu Magurskiego, którego brak w tegorocznym kalendarzu RSMP.
Odcinki zlokalizowano na wschód od Krynicy, zaś ceremonie startu i mety na Deptaku uzdrowiskowej miejscowości. Dwukrotnie przejeżdżano oesy w Regietowie i Gładyszowie, czterokrotnie te w Leszczynach i Oderne. Wszystkie z nich wyliczono dokładnie na długość 1 kilometra. Próby nie były więc długie – suma ich wszystkich wyniosła 10 km – ale wraz z dojazdówkami kierowcy mieli do przejechania 260 km.
Poza tradycyjnymi bywalcami tego typu zmagań – Lancerami Evo (od V do IX) i Imprezami (GC i GD) w różnym stopniu przygotowanych do zawodów sportowych – można było zobaczyć także klasyki z rajdowych tras minionych lat – Porsche 911 Carrera, Fiata Abartha 131 Rally, Audi Quattro, czy nowsze już Fordy Cosworth – Sierrę RS i Escorta. Wizytę złożyli również, startujący co roku w Rally Monte Carlo Historique, bracia Jerzy i Wojciech Walentowicz w Alfie Romeo GTV i dwukrotny uczestnik ostatniej edycji zmagań w Monaco – Fiat 125p. Dzięki brakowi wymagań co do klatki bezpieczeństwa, kilka załóg wybrało konwencjonalne pojazdy, bo standardowy Golf, Vectra, czy Mercedes E-klasy z dieslem pod maską, słabo kojarzą się z wyczynową jazdą. A i udział roadstera Mazdy MX-5 w rajdzie był czymś nietypowym.
Aby rywalizacja była ciekawa i żeby załoga 75-konnego Peugeota 106 mogła zdobyć puchar, rywalizując z 400-konnym Lancerem, zawodników podzielono na pięć grup – ustalanych w zależności od doświadczenia kierowców i wieku pojazdu. Samochody na piątkę gromad według pojemności. Nawiązując do Rajdu Żubrów, zastosowano współczynniki przeliczające wyniki końcowe, rywalizujące kierowców powyżej 54 roku życia. Czasy liczono w ten sposób, że za każdą sekundę trwania próby uczestnik otrzymywał 1 punkt karny, za dotknięcie pachołka 5, a za wjazd w szykanę 30 pkt. Suma punktów z poszczególnych odcinków, przemnożona przez przelicznik, zadecydowała o zwycięzcy na mecie w Krynicy.
Pierwszym pechowcem imprezy okazała się załoga w Citroenie Saxo. Jeszcze przed przekroczeniem linii startu, awaria elektryki pozbawiła ich udziału. Kolejnych też bardzo szybko eliminowały przeciwności losu. Rów na drugim zakręcie pierwszego odcinka przyciągnął jak magnes czerwone Capri Mk1. I właśnie nie tylko widoki Beskidów, ale i przydrożnych rowów były podziwiane przez kierowców walczących o najlepsze czasy. Efektowne dachowanie zaprezentował Zbigniew Matuszyk w Evo V, modyfikując bryłę nadwozia swojego białego Lancera i kończąc w ten sposób udział w Kryterium.
Najmniej punktów zdobyli (i tym samym wygrali zawody) Adam Tuszyński i Michał Kwiatkowski w 400 konnym Evo IX. Drugie miejsce dla załogi Grzegorz Dul/Karol Ziółko, trzecie dla Roberta Bogacza/Patryka Śmietany, w Imprezach WRX STi.
Pierwsza edycja Kryterium Krokusy przebiegła bez zarzutu. Wszystko przebiegło zgodnie z planem (może niekoniecznie dla siedmiu załóg, które nie ukończyły). Zawody były okazją dla odświeżenia znajomości, treningu przed zbliżającą się rundą RSMP, czy pokazaniu kibicom i kuracjuszom swoich aut. Nie wiadomo jeszcze, czy za rok będzie druga edycja imprezy. Słychać głosy, że miło byłoby się spotkać w Krynicy ponownie.
Konrad Cisek