Dodano: 12-05-2008, 20:04
|
|
Było rewelacyjnie :)
Ori (mój pilot) i ja pochodzimy z Wałbrzycha, więc Rajd Elmot to również powrót "na stare śmieci".
Trasy fantastyczne, pogoda na 5tkę. Auto sprawowało się bez zarzutu. Tu jeszcze raz wielkie podziękowania dla całej załogi 4turbo.pl - profesjonalna firma i serwis.
|
|
Oczywiście na 1 OESie oparliśmy się o krawęźnik (pierwsze napotkane rondo, trzeba było iść bokiem), ale na szczęście to była jedyna przygoda na całym rajdzie (no i utrata jednego koła). Jechaliśmy jako 000, ok. 15 min. po autach zabezpieczających. Trasa zabezpieczona, ale miejscami dość dużo kibiców. Na spadaniu po kostce do Walimia jechaliśmy w tłumie wędrujących po drodze ludzi. Dla mnie najcenniejsze było zmierzenie się z własną psychiką - lecisz ponad 160 km/h przez las i wąską drogę. Niby bezpiecznie, etc.. ale wyobraźnia pracuje :) Staraliśmy się nie przeginać, ale nie ukrywam, że parę ratowań zaliczyliśmy.
|
|
Mega fantastyczne cięcia ! Dopiero na ostatniej petli odważyłem się na pełne wejścia w zakręty - jest to naprawdę rzecz, której nie można się nauczyć na żadnym znanym mi polskim torze czy lotnisku. Kolejna sprawa to spadania przy zmianie nawierzchni, podbicia, dohamowania do nawrotów w dół, to wszystko wytwarza jakies nieograniczone dawki adrenaliny i po prostu jedziesz z bananem na gębie. No i rzecz najważniejsza: najkrótszy OES miał 6 a najdłuzszy prawie 20 kilometrów. Dużo jazdy. To nie jest 2-3 minutowy przejazd. Ja się naprawdę najeździłem - przez 4 dni, wliczając opisy i dojazdy, zrobiliśmy ok. 800 km w górach, z czego 170 jako OESy.
|
|
Łosiu